Tajlandia znów próbuje wprowadzić opłatę wjazdową. Tym razem 300 batów za przylot
Gdyby liczyć wyłącznie zapowiedzi, tajlandzka opłata turystyczna obowiązywałaby już od kilku lat. W praktyce temat wraca regularnie od 2020 roku, za każdym razem w nieco innej wersji, i za każdym razem gaśnie, zanim zdąży wejść w życie. Najnowsza odsłona ma jednak coś, czego brakowało poprzednim — konkretną osobę, która wiąże z nią swoją krótką kadencję.
Artthakorn Sirilatthayakorn, obecny minister turystyki i sportu Tajlandii, zapowiedział, że chce uruchomić opłatę jeszcze w trakcie swojej czteromiesięcznej misji na tym stanowisku. To wyjątkowo krótki termin jak na projekt, który utknął już przy kilku poprzednich ministrach — jeden z jego poprzedników obiecywał wdrożenie do końca 2025 roku i się z tej obietnicy wycofał, gdy tylko pojawiły się głosy sprzeciwu w branży hotelarskiej.
Zgodnie z aktualną propozycją stawka zależy od sposobu przyjazdu do kraju. Turyści przylatujący samolotem zapłaciliby 300 batów, czyli w przeliczeniu około 8 euro lub 34 złote. Ci, którzy wjeżdżają lądem lub przypływają drogą morską — a więc głównie podróżni z sąsiednich krajów Azji Południowo-Wschodniej — mieliby płacić połowę tej kwoty, czyli 150 batów. Zróżnicowanie ma odzwierciedlać różnicę w kosztach generowanych przez poszczególne grupy podróżnych dla infrastruktury lotniskowej i drogowej.

Bangkok, Phuket i Krabi to lotniska, przez które przewija się największa liczba pasażerów objętych planowaną opłatą.
Reklama
Zanim spakujesz walizkę, zabezpiecz to, co najważniejsze
NFZ nie pokrywa leczenia za granicą, a wizyta w zagranicznym szpitalu potrafi kosztować równowartość kilku wakacji. Dobre ubezpieczenie podróżne to nie formalność — to jedyna rzecz, dzięki której nagły katar, skręcona kostka albo odwołany lot zostają tylko wspomnieniem, a nie problemem finansowym. Z Rankomat.pl porównasz oferty kilkunastu ubezpieczycieli i wybierzesz taką, która pasuje do Twojej trasy w mniej niż 5 minut.
Koszty leczenia za granicą — bez zamartwiania się rachunkiem ze szpitala.
Odwołanie wyjazdu — zwrot kosztów, gdy plany zmienią się w ostatniej chwili.
Bagaż i sprzęt — ochrona na wypadek zgubienia lub uszkodzenia w podróży.
Link afiliacyjny — korzystając z niego, wspierasz rozwój OgarnijWakacje.pl. Cena ubezpieczenia się nie zmienia.
↓ Reszta artykułu znajdziesz poniżej
Formalnie projekt ustawy o opłacie turystycznej rząd w Bangkoku zatwierdził już w 2023 roku — problemem nigdy nie była podstawa prawna, tylko moment i sposób jej egzekwowania. Pierwotny plan zakładał pobór opłaty bezpośrednio przy zakupie biletu lotniczego, co wymagałoby współpracy z liniami lotniczymi i systemami rezerwacyjnymi na całym świecie. Właśnie ta logistyka — a nie sama kwota — okazała się dotąd największą przeszkodą i głównym powodem kolejnych przesunięć terminu.
Kolejny problem ma charakter wizerunkowy. Tajlandia od lat konkuruje o turystów z Wietnamem, Malezją i Filipinami, gdzie porównywalnych opłat wjazdowych albo nie ma, albo są znacznie niższe. Poprzedni ministrowie turystyki wycofywali się z wdrożenia właśnie w obawie, że nawet symboliczna opłata, źle zakomunikowana, może zniechęcić część podróżnych budżetowych do wyboru Tajlandii zamiast sąsiednich kierunków — zwłaszcza w segmencie turystów z Chin, który po pandemii wciąż nie wrócił w Tajlandii do poziomu sprzed 2020 roku.
Obecny minister próbuje odwrócić tę narrację, podkreślając, na co konkretnie mają iść zebrane środki. Według zapowiedzi część wpływów zasili nowy fundusz ubezpieczeniowy dla turystów — obejmujący choćby koszty leczenia czy repatriacji w razie wypadku — a reszta trafi na rozwój infrastruktury turystycznej, w tym oznakowania plaż i systemów ratownictwa wodnego, których brak był krytykowany po serii wypadków na popularnych wśród turystów plażach w ostatnich latach. "Jeśli chcemy wprowadzić tę opłatę, musimy jasno pokazać, jakie korzyści odniosą z niej turyści" — podkreślił minister, tłumacząc zmianę podejścia względem poprzednich, mniej przekonujących kampanii informacyjnych.
Dla polskich turystów, którzy do Tajlandii najczęściej lecą z przesiadką i spędzają na miejscu dwa do trzech tygodni, opłata w wysokości 300 batów to przy obecnym kursie mniej niż jeden posiłek na lokalnym straganie ulicznym z pad thajem. Praktyczne pytanie brzmi raczej: czy tym razem rzeczywiście dojdzie do wdrożenia, czy temat po raz kolejny zniknie z agendy wraz ze zmianą na stanowisku ministra turystyki — co w tajlandzkiej polityce zdarzało się regularnie przy tej akurat ustawie.