Ile naprawdę jemy i pijemy na all inclusive? Policzyli to co do grama
Stowarzyszenie Rosyjskich Touroperatorów (ATOR) policzyło, ile jedzenia i alkoholu realnie znika ze stołów w hotelach all inclusive — i wyszły z tego liczby, które tłumaczą, dlaczego bufet szwedzki bywa uzupełniany kilka razy dziennie. Przeciętny gość zjada dziennie około 2 kilogramów różnych dań i wypija prawie litr alkoholu.
Rozbicie na kategorie wygląda tak: 540 gramów mięsa i drobiu, 780 gramów warzyw, 340 gramów nabiału, nieco ponad 250 gramów owoców i 0,95 litra napojów alkoholowych — piwa, wina i drinków łącznie. Do tego dochodzi średnio 1,8 filiżanki kawy dziennie.
Co ląduje na talerzu każdego dnia (na gościa)
Same dane mają jedno istotne zastrzeżenie: to średnie liczone po wszystkich gościach hotelu — łącznie z dziećmi, osobami niepijącymi alkohol i tymi, które jedzą wyraźnie mniej niż przeciętny dorosły turysta na urlopie. Realne spożycie u dorosłych, aktywnie korzystających z formuły all inclusive, jest więc w praktyce jeszcze wyższe niż te i tak już wysokie liczby.
Analiza pokazuje też, z czego składa się koszt wyżywienia gościa po stronie hotelu. Największą pozycją w budżecie okazuje się alkohol — to 27 procent wydatków na jedzenie i picie. Zaraz za nim plasuje się mięso i drób z 23 procentami. Warzywa to 9 procent kosztów, a nabiał i kawa odpowiadają po 6 procent każde.
Z czego składa się rachunek hotelu za jedzenie i picie
Pozostałe ok. 19% kosztów rozkłada się na resztę oferty bufetowej.
Te liczby tłumaczą też, dlaczego hotele all inclusive tak uważnie kalkulują ceny pakietów — marża na samym wyżywieniu bywa dużo niższa, niż mogłoby się wydawać, skoro co czwarta złotówka wydana na jedzenie i picie gościa idzie właśnie na alkohol, a nie na tańsze w zakupie produkty jak pieczywo czy warzywa.
Dla turystów wybierających się na wakacje w formule all inclusive to też praktyczna wskazówka: jeśli hotel oferuje szeroki wybór alkoholu bez limitu, to właśnie ta pozycja najbardziej obciąża kalkulację ceny pakietu — a nie, jak można by przypuszczać, sam wybór dań czy liczba restauracji na terenie hotelu.
Branża turystyczna od lat mierzy się z pytaniem, jak wycenić all inclusive tak, żeby formuła się opłacała przy rosnących cenach żywności i alkoholu. Dane ATOR pokazują, że to właśnie napoje procentowe, a nie jedzenie, są dziś największym pojedynczym kosztem po stronie hotelu — i to one najpewniej będą pierwszym elementem, na którym hotele zaczną szukać oszczędności, jeśli ceny surowców dalej pójdą w górę.